„Kobietom
nie przysługuje miejsce w świecie smoczej magii” – czytamy już
na samym początku. Należałoby to uzupełnić o kolejną tezę:
kobiecie nie przysługuje miejsce w świecie fantastyki.
Bo
też książki z tego nurtu, w których kobieta nie pełniłaby
funkcji jedynie łupu wojennego czy profesjonalnej podawaczki
trunków, można zliczyć na palcach. A już tym bardziej ze świecą
szukać należałoby powieści fantasy, w których kobieta jest
głównym bohaterem.
„EON:
powrót Lustrzanego Smoka”
łamie wiele niepisanych zasad tworzenia fantasy. Nie mamy tu do
czynienia ze smukłymi elfami, które raczyłyby nas enigmatycznymi
odpowiedziami-zagadkami, ani tym bardziej z krzepkimi krasnoludami
machającymi w tę i we w tę toporami dwukrotnie większymi od ich
właścicieli. Są natomiast smoki. Jednak też nie dla wszystkich,
gdyż widzą je tylko nieliczni: lordowie Smocze Oko oraz chłopcy
szkolący się do pełnienia tej funkcji (z pierwszych kart książki
dowiadujemy się bowiem, że kobiety wprowadzają pierwiastek
zepsucia do rzemiosła lorda Smocze Oko, nie posiadają też
fizycznej siły i żelaznej woli, niezbędnej do zjednoczenia się ze
smokiem; nihil novi sub sole). Akcja utworu rozgrywa się w
Imperium Niebiańskich Smoków, do złudzenia przypominającym
Cesarstwo Chińskie, co niewątpliwie okaże się gratką dla
wszelkiej maści azjofilów. Tym bardziej więc dziwi fakt, że
autorka obarczyła rolą głównego bohatera (bohaterki?)
szesnastoletnią dziewczynę. Na dodatek – co w fantasy się raczej
nie zdarza! – dziewczynę chromą. I na tym się raczej, niestety,
kończą innowacje.
Eona,
bo – jak nietrudno się domyślić – tak naprawdę nazywa się
bohaterka, jest kandydatką na lorda Smocze Oko. Wraz z uczącym ją
Mistrzem skrzętnie ukrywają przed Cesarzem i resztą imperium
prawdziwą tożsamość Eona. Co jest, oczywiście, zadaniem
piekielnie trudnym. Zwłaszcza, że Eon regularnie cierpi na
comiesięczne bóle brzucha... Jakież więc jest zdziwienie
wszystkich, gdy chudy, kulawy i słabowity eunuch (ha, tak to
sprytnie wymyślił sobie Mistrz: eunuchowi nikt do spodni zaglądać
przecież nie będzie) przywołuje zaginionego ponad pięćset lat
temu Lustrzanego Smoka!
Jednakże
Eon nie jest jedyną niecodzienną postacią w tej książce. Ciekawą
osobistością okaże się także lady Dela, zwana w rodzinnych
stronach opacznicą (a po naszemu transwestytą), która wprowadza
Eona w skomplikowany świat etykiety, dworskich intryg i twardej
polityki. Nie bez znaczenia będzie tu zapewne fakt, iż wraz ze
swoim strażnikiem, eunuchem Rykiem, zdecydowanie mają się ku
sobie. Jak w pewnym momencie zauważa z rozbawieniem Ryko: „dobrać
się do miodu można w różny sposób”.
„EON...”
nie jest typowym czytadłem dla fanów miecza i lejącej się gęsto
posoki. Fabuła wciąga od pierwszych zdań i obrazków (a jakże, w
książce fantasy ZAWSZE znajdzie się miejsce na mapę!), zachwyca
niuansami obyczajowymi oraz subtelnymi opisami przeżyć
wewnętrznych. Ponadto nie daje czytelnikowi przejść obojętnie
obok kwestii o(d)szukiwania siebie i własnej tożsamości pod presją
otoczenia.
___________________________________________________________________________
Alison
Goodman
EON:
Powrót Lustrzanego Smoka
Przekład:
Dariusz Kopociński
Wyd.TELBIT,
Kraków 2008
OCENA:
Recenzja
ukazała się pierwotnie na portalu Wywrota.pl.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz