Mają
ropę, gaz ziemny, dywany, koty, pistacje i rodzynki, kobiety należy
chować w domu, a największe dochody przynosi im ponoć
eksterminacja gejów — tyle wie przeciętny Polak o Iranie.
Zainteresujmy się jednak sytuacją istot skrywających się pod
czadorem.
Na
tym temacie, i to nie bez powodu, skupia się bowiem Shahrnush
Parsipur w „Kobietach bez mężczyzn”.
Książkę tę wydano w 1989 roku, zaledwie dekadę po rewolucji i
rok po trwającej osiem lat wojnie iracko-irańskiej, co zaowocowało
kolejnym (trzecim już) aresztowaniem perskiej prozaiczki,
wciągnięciem książki na listę ksiąg zakazanych oraz zamknięciem
wydawnictwa i wydawcy (Mohammada Reza Aslani). Każdy, kto choć
minimalnie kojarzy, co działo się przed tym rokiem w Polsce, z
łatwością pojmie, na czym mógł polegać problem.
Akcja
powieści osadzona jest w Iranie lat pięćdziesiątych, w momencie,
kiedy świat dowiaduje się o zamachu stanu przeprowadzonym przez
Centralną Akcję Wywiadowczą Stanów Zjednoczonych przeciw
irańskiemu premierowi, Mohammadowi Mosaddekowi. W takich realiach
przyszło żyć Machdocht, Faezah, Munes, Farrochlaghdze i
Zarrinkolah. Z wyjątkiem tej ostatniej, każda z nich jest
przykładną Iranką, natomiast wszystkie ukrywają bądź tłumią
swoje pragnienia, nadzieje i osobowości. Płeć czyni je
zakładniczkami szarm, kobiety boją się plotek jak diabeł
święconej wody, więc by chronić swojej godności i cnoty odsuwają
potrzeby seksualne jak najdalej, byle tylko nikt nie posądził ich o
brak przyzwoitości i rozwiązłość.
Najjaskrawszym
przykładem ofiary tej autodestrukcji i klaustrofobicznego
doświadczenia bycia kobietą jest Machdocht, dwudziestoośmioletnia
nauczycielka z wyższej klasy średniej, która kompletnie nie radzi
sobie z mężczyznami. Jako kobieta niezamężna bardzo łatwo może
znaleźć się na (niezwykle ciętych) językach, ściągając tym
samym hańbę na całą rodzinę, dlatego też nawet najmniejszy
przejaw zainteresowania ze strony płci przeciwnej profilaktycznie
traktuje jako zniewagę:
— Panno
Parhani, nie poszłaby pani ze mną do kina? Wyświetlają bardzo
dobry film.
Machdocht
zbladła jak ściana. Zupełnie nie wiedziała, w jaki sposób
odpowiedzieć na tę obelgę. Co ten prostak sobie wyobrażał? Za
kogo ją miał?
Natomiast
kiedy w ogrodowej szklarni przypadkiem natrafia na kochającą się
parę, kobieta wymiotuje z obrzydzenia. Machdocht tak dalece wypiera
swoją cielesność, że jedyną drogą osiągnięcia seksualnej
satysfakcji staje się dla niej przeistoczenie w drzewo.
Z
kolei jej rówieśniczka, pochodząca ze względnie religijnej
rodziny Faezah, marzy o tym, by zostać żoną Amir Chana. Oskarżona
przez swoją bratową o flirt wpada w panikę: obawia się, że
plotka o jej rzekomej nieprzyzwoitości dotrze do rodziny wybranka i
przekreśli jej (i tak już marne) szanse na zamążpójście. Gdy
zaś zostaje zgwałcona, rozpacza przede wszystkim dlatego, że w
czasie nocy poślubnej jej przyszły mąż zorientuje się, iż nie
jest już dziewicą, a jej opinia zostanie zszargana na zawsze.
Natomiast
wychowywana... wróć: kształtowana, jak się formuje ciasto w
blasze; a więc: kształtowana na przykładną i godną kobietę
Munes o okrągłej twarzy (co w opinii Faezah czyni Munes głupim
człowiekiem) w wieku trzydziestu ośmiu lat zostaje uświadomiona,
że „cnota nie jest zasłoną”, tylko „dziurą” (jak wyjaśnia
tłumaczka: następuje tu gra słowna; parde-ye bakarat, czyli
dosłownie „zasłona dziewictwa”, co w innym kontekście
ozanczałoby „błonę dziewiczą”). Jej nieznajomość anatomii
wynika z tradycyjnego wychowania: seks i ciało są tematem tabu, a
niezbędne informacje są przekazywane córce ustnie tuż przed nocą
poślubną. Jako że Munes mężatką nie jest, to i o swoim ciele
nic nie wie. Nawet w dzieciństwie nauczono ją bawić się inaczej
niż chłopcy — mimo ogromnej chęci, nigdy na przykład nie weszła
na drzewo, w obawie, że rozerwie swoją „zasłonę” (a tego Bóg
jej przecież nie wybaczy). Swoje dołożył Amir Chan, w imię
honoru i dobrego imienia trzymający dziewczynę zamkniętą w domu.
Gdy kobieta znika na miesiąc, dla utrzymania dobrej reputacji brat
jest gotów ją zabić.
Zamożna
Farrochlagha jest przyzwoitą kobietą w zupełnie inny sposób, gdyż
obowiązują ją inne reguły. Nie musi dbać o cnotę, bo tę
straciła już dawno ze swoim mężem, za którego wyszła nie z
miłości, lecz dla pieniędzy i prestiżu. Z tego samego też powodu
się z nim nie rozwodzi; zresztą, i tak by to ją zniszczyło jako
kobietę i pozbawiło szarm.
Jeszcze
inaczej sytuacja przedstawia się z Zarrinkolah, wiecznie
poniewieraną młodą prostytutką. Dziewczyna doskonale zdaje sobie
sprawę, że jest pozbawiona szarm, aż pewnego dnia ta świadomość
wpędza ją w neurozę: wszyscy mężczyźni, których widzi, są
pozbawieni głów. Zarrinkolah ucieka więc z domu publicznego i w
łaźni próbuje zmyć swoją hańbę. A próbuje tak zawzięcie, że
szorując ciało zdziera skórę do krwi.
Drogi
wszystkich bohaterek krzyżują się w kobiecej utopii —
przestronnym ogrodzie Karadż, którego symbolika sięga rajskich
ogrodów, istotnego elementu tradycji perskiej, a zapożyczonego
przez kulturę judeochrześcijańską. Karadż staje się więc
miejscem nie tylko wolnym od trosk życia codziennego, ale w
kontekście całej powieści także szansą na niezależne i
szczęśliwe życie.
Kobiety
bez mężczyzn odwołują się do wyobraźni, operują tym, co
niezwykłe i dziwne, jednocześnie niczego nie wyjaśniając i
pozostawiając czytelnikowi wybór, którą interpretację przyjąć:
potraktować książkę jako fantastyczną powiastkę, czy zanurzyć
się głębiej w symbolikę i chwilowo stłumić swoją percepcję
rzeczywistości, by móc rozszyfrować ten tekst. Obficie pojawiają
się w nim bowiem elementy charakterystyczne dla realizmu magicznego:
fantazmaty, których logiki nie kwestionują bohaterowie, obszerne
użycie symboli i metaforyki, zniekształcenia czasu oraz szczegółowa
analiza emocji i seksualności w odniesieniu do społeczeństwa, zaś
zakończenie nie jest dla czytelnika jednoznaczne. I jeszcze długo
po skończonej lekturze ma się wątpliwości, w którą
interpretację wydarzeń uwierzyć: magiczną czy realną.
_________________________________________________________________
Shahrnush
Parsipur
Kobiety
bez mężczyzn
Przekład:
Alicja Farhadi
Wyd.
Claroscuro, Warszawa 2010
OCENA:
Recenzja
pierwotnie ukazała się na portalu Wywrota.pl.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz